chcę otrzymywać wiadomości dla osób
profesjonalnie sprawujących opiekę nad kobietą w ciąży, podczas porodu i w połogu.





Partnerzy i sponsorzy:


Doktor uradowany krzyknął "Zeszło! Zeszło!"

To był mój drugi poród. Pierwszy zakończył się cięciem cesarskim pod narkozą. Ponieważ minęło 5 lat od tamtego wydarzenia, tym razem mogłam urodzić siłami natury. Na porodówkę trafiłam o godz. 7:00. Personel przyjął mnie życzliwie. Pozwolili mi zjeść śniadanie i zapytali czy chcę lewatywę. Oczywiście zgodziłam się, gdyż nie chciałam w trakcie porodu żadnych ?niespodzianek". Położna po śniadaniu powiedziała, że mogę zadzwonić do męża, by przyjechał.

Początkowo chodziliśmy po korytarzu, korzystałam z prysznica. Położna pokazała mi piłki i worki, z których mogłam korzystać. Do wyboru dostałam tez urządzenia do masażu pleców. Poproszono mnie żebym włożyła szpitalną koszulę do porodu, bo moja z pewnością się pobrudzi. I mieli rację. Od czasu do czasu byłam monitorowana KTG. Po pewnym czasie skurcze stały się jednak bardzo silne, a dziecko nie schodziło do kanału rodnego. Wtedy lekarz zdecydował o przebiciu pęcherza płodowego. Nie dało to jednak rezultatu. Lekarz dyżurny konsultował gdzieś z innym lekarzem, co ze mną robić, gdyż skurcze były bardzo silne i niestabilne było tętno płodu (często słabło).

Już wtedy dużo musiałam leżeć na łóżku porodowym, gdyż cały czas byłam podłączona do KTG. Zdecydowano podać mi zastrzyki na spowolnienie akcji porodowej. Nie pytano mnie o zgodę, ale ja uważam, że lekarze wiedzą najlepiej, co w tej sytuacji robić i jakie środki podać. Byłam już tak wyczerpana, że nie odczułam tego że skurcze są słabsze. Położna była wspaniała. Trzymała mnie za rękę, mówiła do mnie ?kochanie", pomagała, uspokajała. Zdenerwowana na stare KTG, przyniosła ?pod pachą" drugie - nowsze, by mnie i dziecko lepiej monitorować. Prosiła, bym nie parła, bo rozwarcie miałam dopiero na ?małą dłoń", a potrzebę parcia - dużą. Z tym rozwarciem leżałam bardzo długo Byłam u kresu sił. Wokół mnie znalazło się dużo osób pielęgniarek i położnych oraz 3 lekarzy. Rozmawiali. Jeden z nich zajął się mną bardzo dobrze. Ciągle przychodził, badał, podejmował różne decyzje. Tłumaczył mi i mężowi ile jeszcze będziemy czekać i że nie mogę akcji porodowej przyśpieszać sztucznie, bo jestem po pierwszej cesarce. I znów mnie zbadał. Stwierdził, że ?dziecko pływa w brzuchu". Widząc, że nie ma szans na to żebym urodziła normalnie zadecydował o wykonaniu cięcia. Podano mi znów kroplówkę, przeszłam na drugie łóżko i wwieziono mnie na salę operacyjną, gdzie czekał już na mnie anestezjolog.

Poproszono mnie o przejście na łóżko operacyjne. A ja miałam już bardzo silne skurcze parte. I w chwili przenoszenia się z łóżka na łóżko, doktor uradowany krzyknął ?Zeszło! Zeszło!". Był zadowolony i, wraz z całym personelem, uśmiechnięty. Z powrotem przewieziono mnie na porodówkę i wtedy wszystko potoczyło się błyskawicznie. Kilka razy parłam. To już nawet nie bolało. Położna odbierała dziecko, a lekarz pomagał mi, mówił kiedy idzie skurcz, jak przeć, pomagał mi w przybraniu odpowiedniej pozycji. Dostałam zastrzyk znieczulający przy nacięciu krocza. Wiedziałam, ze jest ono potrzebne, by się główka szybciej urodziła. Uważam, ze zbędnym byłoby w tej chwili pytanie mnie o zgodę. Urodziłam córeczkę. Dostałam od razu dziecko na brzuch na kilka minut. Później wzięto je na pierwsze oględziny i odśluzowanie. W tym czasie bezboleśnie urodziłam łożysko. Moje dziecko było kręcone pępowiną i prawdopodobnie dlatego nie schodziła do kanału rodnego. Przez 2 godziny jeszcze na porodówce był ze mną mąż Dziecko było z nami, ssało pierś.

Później przewieziono mnie do 2-osobowej sali na oddziale położniczym. Cały czas było ze mną dziecko. Zmieniano mi na łóżku podkłady, rozpakowano z torby to co było mi potrzebne, przynoszono basen. Nie zmieniano mi tylko pościeli podczas pobytu w szpitalu. Nie pokazywano jak karmić, czy opiekować się noworodkiem, ale ja już miałam doświadczenie więc dobrze sobie radziłam. Dziecko było badane i kąpane w mojej sali, jedynie na szczepienia i niezbędne lekarskie zabiegi zabierano mi córeczkę.

Pomimo wielkiego bólu podczas porodu uważam, że było to niezapomniane i piękne przeżycie, a personel na porodzie wspaniały. Nawet na drugi dzień przyszedł do mnie jeszcze doktor i stwierdził, że niepotrzebnie kazali mi leżeć na łóżku porodowym, bo gdyby w tej końcowej części pozwolili mi chodzić to być może dziecko dużo szybciej ?zeszłoby" do kanału rodnego".

Małgorzata

Poród odbył się w marcu 2006 w Powiatowym Szpitalu Specjalistycznym w Stalowej Woli

sasakawa copy

sasakawa copy

sasakawa copy

jeden procent

konferencje2016.jpg

kobiety mowia www

zorganizuj pokaz filmu zielony

baza porodowek

sasakawa copy

raporty red

iconka zamow publikacje

iconka lektury obowiazkowe